wtorek, sierpnia 29, 2006

finding neverland...

właśnie obejrzałam film z Johnnym Deepem, przypomniał mi starego dobrego znajomego. smutno mi się zrobiło. rodzimy się pełni nadziei i pełni ufności nawiązujemy relacje z ludźmi ale ludzie nas ranią, zabijają w nas nasze dziecko. zawsze było mi go szkoda, tego starego dobrego znajomego, widziałam jak ktoś zrujnował mu życie. widziałam jak nie umie się podnieść, jak zmienia się w zgorzkniałego, dumnego, próżnego wariata... a kiedyś był uroczym chłopcem jak Piotruś Pan.
tak wiem, że rodzimy sie z pewnym naznaczeniem, z określonym losem kształtującym nasze dzieciństwo, że wyrastamy z niego na ludzi o predestynowanym typie osobowości i dobieramy sobie kompatybilnych ludzi, którzy czasem marnują nam życie a czasem nie. ach zresztą Lucyna każe pamiętać, że to zawsze my sami pozwalamy na marnowanie sobie życia.
chciałabym, żeby wszystko było prostsze, żeby nic nie miało przyczyny i by nie można było wszystkiego logicznie wytłumaczyć, lecz okrutna psychologia analityczna znajduje przyczynę wszystkiego. czasem chciałabym, żeby świat można było zmieniać tylko dlatego, że się wierzy, ignorować zło, uwierzyć, że umarli są w Nibylandii i móc ich odwiedzać, kiedy tylko powiem "wierzę i widzę". ale to chyba niedojrzałość... nie mówię o braku wiary, ale o ignorowaniu rzeczywistości. kiedy James Barrie tłumaczył Peterowi, że jego matka nigdy nie odejdzie, bo będzie na każdej stronie jego wyobraźni, pomyślałam, że to lekka przesada, co więcej, że to kłamstwo. nie jestem pewna czy kłamstwo jest wytłumaczalne nawet jeśli służy umniejszeniu bólu. co więcej może ten ból wydłużyć, zatrzymać nas w nieskończoność w danym momencie, zablokować nasz rozwój, który następuje w procesie godzenia się z rzeczywistością. wiem coś o tym, spędziłam siedem lat w dniu 4 lutego 1998. i mój stary, dobry znajomy również zgorzkniał próbując ignorować rzeczywistość.
co się stało z moim starym dobrym znajomym? nie wiem, podobno kogoś znalazł i może w końcu się ożeni... ale czy jest w stanie wrócić do tej swojej dziewiczej formy jaką Barrie chciał zachować w postaci Piotrusia Pana?

Brak komentarzy: