niedziela, lutego 04, 2007

Mój X

Gdybym wyszła za X bylibyśmy jak Hanna i Michał Gonen. Pod pozorami szczęścia i poczucia bezpieczeństwa rozgrywałby się dramat. On byłby wiecznie zadowolony, może nie uśmiechałby się cicho pobłażliwym uśmiechem, może zalęgłaby się w nim nuta frustracji, ale nie byłby w stanie świadomie jej do siebie dopuścić, a już na pewno nie zgodziłby się na porażkę, na to, że bycie razem było po prostu złym pomysłem. A ja byłabym jak Hanna oscylowałabym na granicy szaleństwa, wymykałabym się mu z rąk, jemu i normalnemu światu, robiłabym wszystko na przekór, byleby tylko nie zgodzić się na tę zwyczajność, na ten brak porozumienia między nami. Zgadzalibyśmy się we wszystkim co dotyczy codzienności, kochalibyśmy się namiętnie i być może mielibyśmy dzieci, co do których sposobu wychowania bylibyśmy jednomyślni ale on nigdy nie dotknąłby mojej istoty, a ja byłabym wiecznie nieszczęśliwa i jak Hanna we snach oczekiwałabym kogoś kto mnie wyzwoli z wieży moich udręczonych myśli.

„Żegnaj, Michale! Stanę w oknie i będę palcem rysować różne kształty na szybie. Jeśli chcesz, możesz sobie myśleć, że macham tobie. Nie będę cię rozczarowywać. Nie jestem z tobą. Jesteśmy różnymi ludźmi, nie stanowimy jedności. Nie musisz więcej być moim troskliwym starszym synem. Do widzenia. Może nie jest za późno, by ci powiedzieć, że nic nie zależy od Ciebie ani ode mnie. Proszę cię Michale przestań się uśmiechać choć przez chwilę. Zrób ten wysiłek. Skoncentruj się. Popróbuj sobie wyobrazić taką sytuację, ty i ja jako brat i siostra. Istnieje tyle możliwości wzajemnych zależności. Matka i syn. Wzgórze i las. Kamień i woda. Jezioro i łódź. Ruch i cień. Sosna i wiatr.”

*Amos Oz "mój Michał"

Brak komentarzy: