piątek, czerwca 22, 2007

pisać / nie pisać

Pojawił się we mnie niesmak, takie poczucie, że się sprzedałam, że oddałam coś wewnętrznego na użytek publiczny. Czuję się zbrukana i najchętniej jak najszybciej bym się wycofała, zmieniła stronę bloga, tak, by nikt mnie nie znalazł. Ukryłabym się i dawała adres tylko tym ekskluzywnym. Naiwne, właśnie sobie pomyślałam. Jak chcę pisać, skoro nie chcę się upubliczniać? I ile jest intymności w tym co piszę? Co ciekawsze, boleśniejsze kąski zostawiam jednak dla siebie. Co mnie tak zabolało? Chyba to, że nie mam poczucia kontroli nad tym kto zagląda za kotarę mojej duszy. Widzi wprost jak na dłoni, to co powinno być dla niewielu. Dla nikogo? Na ile tak naprawdę mam świadomość tego, że to co piszę jest ogólnie dostępne? Dotarło do mnie to dopiero po rozmyślaniach na temat wpisania się w chrześcijańską społeczność blogową. Wcześniej byłam anonimowa w wielkiej przestrzeni internetowej, a teraz nagle ktoś podał mój adres publicznie gdzieś tam... zajrzyjcie i osądźcie. Zajrzyjcie i zobaczcie jakie brudy w sobie noszę, zobaczcie wszyscy moją bliznę po matce, po kościele, po samej sobie. Zjedzcie i wyplujcie. Nie, nie, to nie jest atak na nikogo... to po prostu refleksja nad moim pisaniem. Może właśnie tego się boję, może właśnie to mnie powstrzymuje. Rozdam siebie na kartach książki, a zwrócą mi się z tego jedynie pieniądze, honorarium wydawcy, albo i to nie. Czy stać mnie na ten ekshibicjonizm? Nie wiem nawet, co jest gorsze, skazanie się na anonimową publiczność, czy świecenie oczami przed tłumem, udawanie, że pisanie jest czymś po prostu, a nie wydzieraniem z siebie najintymniejszych wątków.

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

Szanuję twoją prywatność. Cieszę się, że jesteś inna niż inni (niż ja) i że masz coś do powiedzenia. Że nie boisz się mówić.
Jak zaczynałam swoje pisanie (zaledwie 3 miesiące temu) to bardzo chciałam, żeby to co piszę było tylko dla mnie. Potem ktoś mnie ściągnął na drogę upublicznienia. Broniłam się tym samym słowem - nie jestem ekshibicjonistką z natury, proszę moje wnętrze zostawić w spokoju. Potem dałam się przekonać, że może jest w moim myśleniu, w mojej wrażliwości, czy w czymkolwiek innym moim coś wartego pokazania innym, coś wartościowego.
W twoim pisaniu też jest coś wartościowego, bo w Tobie jest. Nie sprzedawaj tego, rozdaj za darmo, będzie wtedy jeszcze cenniejsze. Ci, którzy znają cię dobrze, wcale się nie zdziwią przecież. Ci, którzy cię nie znają, nie zmienią swojego osądu o tobie. A ci, którzy znają cię troszeczkę (tak jak ja)chyba będą się cieszyć z poznawania cię bardziej i z patrzenia na twoją ludzkość. Blizny rzecz ludzka...